Przodek twój święty przewraca się w grobie,
A ty pielęgnujesz nienawiść ku sobie.
Wypalać jak ogień, jak sól na ranie
Potrafi sumienie co rankiem wstanie.
Gorzkie śniadanie, gorzka kolacja -
- Tyle koszuje złamana racja
W miłości cudzysłów, realizm w cierpieniu,
Krzywa gra zmysłów pogrąża cię w cieniu.
Diabeł w osobie, widzę go w tobie.
Najgorsza jest bowiem nienawiść ku sobie.
Kolejny mój wymysł ;PP
Przychodziłam po ciepło, dostawałam lód na odczepne. Przychodziłam otwierając się i pokazując swoje uczucia a kradziono mi poczucie własnej wartości a mimo to ceniłam sobie ową znajomość. Ile razy człowiek pakuje się w związki, stosunki międzyludzkie od których się uzależnia i nie może przestać jednocześnie mając świadomość ich szkodliwości? To jest jak nałóg, jak używki. Nie dajesz rady samemu, lepiej z kimś choć czasem ten ktoś potajemnie "wysysa" z nas wszystko co się da i co mu brakuje. Nie będę żałować...
Dziwne, że czasem wyrządzamy najgorsze krzywdy przez przypadek a nawet bezwiednie. Szkoda tylko, iż to nie zależne od nas kiedy możemy dysponować taką siłą rażenia ;] (Ja wiem - to bolało. Nie musisz udawać i nie zaprzeczaj).
Siedzę i tak zastanawiam się właśnie, dlaczego człowiek nie potrafi docenić tyyyylu dobrych rzeczy jakie posiada. Zawsze jesteśmy skupieni na tym, co nam nie pasuje, czego nam brakuje itd. To znacznie utrudnia osiągnięcie satysfakcjonującego nas poziomu spełnienia. Na zdrowy rozum ciężko jest użalać się nad zdrowym bogaczem mającym kochającą rodzinkę, znacznie łatwiej jest nam to robić nad biedakiem, kalekim, bezdomnym, odrzuconym przez wszystkich itd. Jak wygląda zły dzień dla człowieka, który ma w życiu "wszytsko"? Idzie do pracy, ktoś tam go zdenerwuje, straci na inwestycji, zamuli go deszcz za oknem, wróci do domu, będzie zmęczony siedzeniem w pracy, tam dajmy na to pokłóci się z żoną. Położy się spać w swoim miękkim, cieplutkim łóżeczku i zacznie biadolić sam do siebie, że to nie ma sensu, że oooh jak mu ciężko, jakie to wszystko monotonne i benzadziejne. Jak wygląda zły dzień dla ułomnego żebraka na ulicy? Ludzie dadzą mu mniej pieniędzy niż zwykle, nie starczy na chleb, znów czeka go głodówka. Znów problem ze spaniem, gdzie do cholery?! Zimno, mnokro, deszcz moczy mu głowę przez pół dnia. Na koniec wieczorem jakieś dziecko "z dobrego domu" popatrzy się na niego z pogardą i powie coś nieprzyjemnego, np: "śmierdzisz!" Na dworcu przyłoży głowę do twardej, zimnej ławki i zacznie biadolić samo do siebie, że to nie ma sensu, że oooh jak mu ciężko, jakie to wszystko monotonne i benzadziejne. Na dobrą sprawę więc każdy może być szczęśliwy z byle czego i zdołować się tak samo jakąś durnotą. Czyżby szczęście zależało tylko i wyłącznie od człowieka a nie od okoliczności? Bardzo możliwe, że w dużym stopniu właśnie tak jest.
Gdy patrzę na siebie pod tym kątem to ciężko mi dogodzić, bo kiedy wszystko idealnie układa się przez dłuższy czas to zawsze potrafię znaleźć dziurę w całym. Oczywiście z początku jest kolorowo, cudownie a potem chyba włącza się moja natura narzekacza xD Ciekawa jestem jak by to wyglądało, gdyby już żywcem nie miałabym na co narzekać... eeeh pomarzyć dobra rzecz. Spróbuję kiedyś do tego dojść ale pewnie nie będzie to łatwe. Myślę, że szczególnie jeden z moich problemów może wydać się natrętny: kłopoty z religijnością, wiarą. Mam bardzo dużą potrzebę a bardzo ciężko mi ją czymkolwiek zaspokoić... Po każdej ze stron jest mi niewygodnie i coś jest nie tak. Nie wiem już gdzie wsadzić nos, by poczuć się stabilnie i bezpiecznie na dłuższy czas. Jak sobie z tym radzę? Nijak, odechciało mi się wszystkich prób, zobaczymy, co będzie dalej. Liczę na przypadek ;] Obym tylko w przyszłości nie wpadła w jakąś sektę bo to może być niebezpieczne.
Obudził mnie koło 6:00 dźwięk talerzy. Mama wstała do pracy i zatukła się przypadkiem a ja od tej pory nie mogłam już zasnąć. Trochę mp4, trochę czytania swoich starych bazgrołek. Na czym polegał problem tej dziewczyny? To było coś w rodzaju mało przyjemnej wizyty aniołka w brudnym, brutalnym otoczeniu. I mimo to, że z czasem obrano ją z piórek, do dziś potrafi wznieść się w powietrze. Z lataniem jest jak z jazdą na rowerze, nie zapomina się.
W pewnej chwili do pokoju przez żaluzje wkradły się pomarańczowe promienie słońca. Bardzo to lubię, od razu podbiegłam do okna by się w tym zatopić. Niebo było błękitne, więc postanowiłam szybko wyszykować się i wyjść podziwiać. Udało mi się to zanim każdy niebieski skrawek zakrył się za brudnymi obłokami. Wyszłam na plac, zobaczyłam huśtawki. No tak mnie korciło, że ja nie mogę. Zawsze, ale to zawsze miałam słabość do tych cholernych huśtawek... Usiadłam i razem z moimi podejrzanymi rytmami new age poszybowałam do miejsca, które od jakiegoś czasu pokryło się pajęczynami. Mimo wszystko, nadal mam wstęp wolny gdy tylko zechcę. Wiatr we włosach zapraszał i dodawał uroku. Słońce wypalało kryształki złożone z atomów niepewności. Doładowanie baterii, kilka dłuższych chwil ze swoją osobowością która kreśli się grubą, czerwoną linią na tle każdego dnia.
W końcu udałam się tam, gdzie pod koniec zeszłorocznej zimy można było opalać się na zielonej trawce. Dwóch facetów gderało coś do siebie pokazując sobie niedbale teren palcem. Nie wiedziałam, czy wchodzić, czy nie wchodzić... To mógł być ktoś z budowniczych, być może wygoniliby mnie. Postanowiłam obejść polankę z drugiej strony i zajść wejście na budowę od tyłu tyle, że szłam w zimowych, zwykłych butach, nie w kaloszach. Urąbałam sobie tylko całe od błota i musiałam wracać. Mimo wszystko, nawet to błoto spod pokrywy śniegu i źdźbła trawy wystające gdzieniegdzie jak coś co dopiero urwało się z choinki budziło we mnie pogodę ducha. Taki spokojny uśmiech bez żadnych innych podtekstów. Tak to człowiek jedynie do natury może się uśmiechać lub do ludzi, którzy są mu jak bracia.
Świeżutkie dzieło z dzisiejszej pół bezsennej nocy xD Tak mnie coś naszło...
Pamiętaj mnie, Ziemio
Każdy mój ślad odbity na trawie,
Każdą rozterkę, sen mój na jawie
I każdą myśl rzuconą w obłoki
Wszystkie radosne dzieciństwa podskoki
Zapisz dziś matko porządnie, jak trzeba,
Bo nie wiem czy trafię na ścieżkę do nieba.
Spisz smaki ulic, tych co za żyły
Bawiąc się krwią mi niegdyś służyły.
Otocz me ciało dni statecznością,
Zanim je zegar rozerwie z ciemnością.
Wykrzycz mi głośno, póki mam uszy,
Że śmierć żadnej duszy nie może naruszyć.
Pozwól mi krwawo zdobywać godziny,
Wszystkie do walki odkrywać przyczyny,
By tylko nie zniknąć, nie przepaść na wieki,
By zawsze otwarte mieć na świat powieki.
Do ostatniego komentarza: Czyli Twoim zdaniem silny jest ten kto daje się zdominować przez społeczeństwo, tak? No cóż, moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Jeśli ktoś jest silny - jest wolny od tego wszystkiego...
Odbiegając od tematu, a może jednak nie tak bardzo: Czytałam dziś z ciekawości o religiach, ich poglądach itd. Trafiłam na satanizm. Jak jest postrzegany przez chrześcijan? Błędnie - przede wszystkim. Ktoś mniej lub bardziej świętojebliwy w ogóle nie znając ich idei pomyśli sobie - aha, czczą szatana jak boga, składają ofiary z ludzi, zwierząt, gwałcą dziewice itd. Ile jest w tym prawdy? Hah, 0%. Żadna przeciętna dewotka latająca codziennie do kościółka a mająca po mszy diabła za skórą ze strachu nawet nie będzie chciała zapoznać się z ideologią satanizmu bo przecież co diabeł - to złe. Trzeba się tego bać, bo jakiś baran kiedyś tak powiedział. Człowiek, który naprawdę ma się za inteligentnego powinien najpierw poznać wszystkie wersje a potem dopiero wybierać która jest zła a która dobra tak naprawdę.
Tym czasem czym jest że tak powiem na serio łagodna i najnormalniejsza (filozoficzna) forma satanizmu? To nawet nie żadna religia, zaledwie styl życia. Szatan to tylko symbol ale nie wcielonego zła ale sprzeciwienia się ślepemu podążaniu za kimś jednym, wybranym i egoistycznym. Satanista to człowiek wolny po prostu a nie jakiś nawiedzony i oddający hołd diabłu choć jest i taka jego forma ale nie o niej mówię. Jest tam miejsce na miłość, związki itd. Szanuje się istoty żywe jak zwierzęta a także innych ludzi bez względu na rasę czy orientację seksualną. Gwałty, rasizm, składanie ofiar to rzeczy, którymi satanizm gardzi, jedynie zemsta tak naprawdę praktykowana jawnie i legalnie jest czymś być może odrażającym dla większości zwolenników boga. Tyle że kto z nas się nie mści? Mści się w cholerę ludzi wierzących tyle że sataniści nie spowiadają się z tego w przeciwieństwie do wyznawców Chrystusa, którzy to robią a potem i tak popełniają te same grzechy. Jeśli satanizm to nie religia, to w co wierzą sataniści? Obojętnie - to nie istotne. Mogą wierzyć nawet w boga lub być ateistami. Rodzajów satanizmu jest tyle ile wyznawców ponieważ ta ideologia to przede wszystkim wolność, nie zło. Zanim wyciągniemy wnioski od razu z nazwy - stuknijmy się najpierw porządnie w łeb moi drodzy :]
Czy ta notka ma oznaczać, że jestem satanistką? Heh, nie. Ktoś, kto też zgadza się z ideą wolności wcale nie musi się tak nazywać. Nie przyjmuję tej nazwy bo nie chcę dawać niepotrzebnych powodów ociemniałym ludziom do tego, aby znów o coś naskakiwali mi na łeb. Zupełnie inaczej brzmi przecież : jestem człowiekiem wolnym i decydującym samemu za siebie, czy jestem indywidualistą niż "jestem satanistą", prawda? Chuj ludzi to obchodzi że to naprawdę prawie to samo... Tak więc jestem indywidualistką :P
Zgniła ziemia, wątłe chmury,
Kurz unosi się do góry.
A ty wbrew temu co trzeba,
Słuchaj pisków braci nieba.
Rozpłaszcz zegar na podłodze,
Ukarz go za szybkość srodze.
Płyń bez ciała w mgle, w przestrzeni,
Niech się ciemność w światłość zmieni.
Groźną, mroźną wiatru twarz,
Przemień w płomień naszych snów.
Daj mi co dobrego masz,
Abym mogła ożyć znów.
W końcu osusz wspomnień morze,
Bo być może tym pomożesz
Znaleźć nową przestrzeń w niebie,
Ukojenie w mej potrzebie.
Zabij piękność dni brzydoty,
Rozbudź we mnie zew ochoty
Na wachlarze banalności
Drogi wszelkie do radości.
Im więcej maski tym człowiek słabszy. "Nie przeżywaj" - i kto to mówi? Nigdy nie powiedziałam Ci tak gdy było z Tobą źle... więc teraz powinieneś unikać tego typu sformułowań. Wytykanie wad to chyba coś nie na miejscu, sam masz ich o wiele więcej niż ja. A ten płomień to spokojnie ;] Nie było jeszcze sytuacji podobnego pokroju, która by mnie złamała. Coś takiego mi nie zaszkodzi, potrzebuję jedynie dobrych warunków, lekarstwo już mam. Moje ulubione i zawsze skuteczne - nienawiść.
Znowu narobiłeś od cholery syfu. Jaka jest prawda? Gówno masz, nie sumienie. Drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Nie przewrócę się jak element domino i nie będę tego kontynuować... I mimo faktu, iż zemsta jak i tęsknota to ogień, który próbujemy ugasić czyjąś skórą to ja ten ogień zatrzymam w sobie bez szukania czegoś na ugaszenie. Nie ważne jak długo to będzie się palić, nie ważne jak bardzo będzie boleć. Poczekam w ciszy; kiedyś zgaśnie sam.
Wolne. Nie ma nic do roboty, ale to tylko pozory. Sytuacja, nastawienie, nowe wydarzenia pojawiające się nagle i zmieniające wszystko, całe to tempo to chyba jakaś jedna wielka próba, którą muszę przejść. Na polskim było coś takiego jak kryzys światopoglądowy i chyba cholera wykrakali. Oprócz tego to wewnętrzne rozdarcie, trudne wybory podejmowane przez dwie lub więcej osób jednocześnie w jednym ciele. No i wiara, mówił mi, że to nie powinna być jakaś napierdalanka z wątpliwościami bo wtedy one zawsze wygrają. Wiara to spokój, pozytywne myślenie mimo wszystko. "Zaufanie to taka czarna świnia, w dzień jest a w nocy nie ma" - no właśnie. Szybka nocna decyzja, znowu cała pula postawiona na jedną kartę. Świadome, drastyczne, ale bezbolesne pranie bani. System zabezpieczeń wyłączony dobrowolnie, zero barier, zero odporności. Cała ja, udaję, że niczego się nie boję, że skórka zawsze jest warta wyprawki a prawda często bywa inna.